Moja historia – jak zostałem wodzirejem
Dzień, w którym dowiedziałem się, że istnieje taka instytucja jak wodzirej, był moim pierwszym dniem jako wodzirej.
„Dawco brzmienia” – tak kiedyś podczas jednej z imprez nazwał mnie jeden z gości. Pamiętam, że bardzo mnie to wtedy rozbawiło, a potem długo ze mną rezonowało jako bardzo ciekawe określenie tego, co robię. „Początki tego dawcy brzmienia” są dwa: ten zawodowy i ten naturalny.
Odkąd pamiętam, miałem smykałkę i dużą lekkość w wystąpieniach publicznych. Bardzo chętnie włączałem się w różnego rodzaju akademie szkolne, przedstawienia.
Zawsze też uwielbiałem muzykę, głównie tę, którą ludzie często przeznaczają do zabawy. Sam też stawałem się jej beneficjentem na parkiecie. Zawsze pierwszy do tańców, zabawy i ten, który ostatni schodzi z parkietu, obtańcowując wcześniej wszystkie dziewczyny z klasy. Taniec to mój żywioł.
Kochałem i wciąż kocham ludzi, uwielbiam spędzać czas w towarzystwie – skrajny ekstrawertyk. Ta kombinacja i mieszanka różnych cech sprawił, że w wieku nastoletnim zacząłem regularnie organizować imprezy taneczne w miejscowej remizie. Sprzęt grający kolektywnie zbierany przez różnych uczestników imprezy: ktoś ma mikser, ktoś głośnik, ktoś mikrofon, ktoś komputer i kable, i tak powstawało stanowisko „dawcy brzmienia”. Ogarnianie playlisty, zabawianie towarzystwa, śpiewy za stołami – tam mogłem się realizować, a przy okazji bawić najpełniej.
Do tej pory wspominamy te imprezy jako jedne z lepszych w życiu.
Dużo słyszałem wtedy głosów, że powinienem zostać takim gościem co bawi towarzystwo na statkach rejsowych czy na wycieczkach, gdzie można stać się animatorem czasu dla ludzi. Raczej skupiałem się na „racjonalnym myśleniu” i nauce, bo nie zakładałem, że można żyć w taki sposób jako „pan od rozrywki”.
I przyszedł czas w 2017 roku, kiedy to byłem gościem na weselu moich przyjaciół, które to prowadził wodzirej. Wesele było świetne, bawiłem się znakomicie, będąc po prostu sobą. W pewnego rodzaju ekspresję i poziom mojej zabawy wchodzili inni współbiesiadnicy, bawiąc się przy tym doskonale. Dostrzegł to również pan wodzirej, którego słowa, które wypowiedział wtedy, pamiętam do dziś: „Panie Świadek(byłem wtedy świadkiem), pan się marnujesz, powinieneś zostać wodzirejem”. Bardzo mnie to wtedy rozbawiło i ucieszyło, ale szybko wróciłem do dalszej szalonej zabawy, żeby nie tracić z niej ani sekundy. Wtedy do akcji wkroczył wujek pani młodej, który zaciągnął mnie do wodzireja, mówiąc, że to jest szansa, bo wodzirej proponuje mi współpracę. Poszedłem z nim i porozmawiałem z panem wodzirejem. On zaproponował spotkanie w tygodniu po weselu.
I tak, od tego spotkania, zaczęła się moja przygoda z wodzirejką. Pan wodzirej, który jest dziś po prostu moim kolegą Arkiem, pomógł mi, ucząc mnie fachu wodzirejskiego.
Szybko wdrożyłem się w fach wodzireja i rok później prowadziłem już pierwsze wesela, eventy firmowe, wydarzenia i gale, w których byłem konferansjerem i czułem się w tym jak ryba w wodzie. Podczas mojego pierwszego poprowadzonego wesela jeden z gości podszedł i zapytał ile mam lat, bo wygląda, jakbym zajmował się tym od bardzo długiego czasu, a jestem bardzo młody. Dość śmiesznie było patrzeć na jego zdziwiony wyraz twarzy, kiedy powiedziałem mu, że to moje pierwsze wesele. To bardzo mnie to zbudowało i pokazało, że jestem w dobrym miejscu i to co robię, jest już na samym początku bardzo dobre.
Wraz z biegiem lat, a w zasadzie z liczbą poprowadzonych wesel, eventów, imprez doświadczenie wzrastało. Firma, którą założyłem, prężnie się rozwijała, a ja widziałem jak wzrastam jako wodzirej w całej przestrzeni i branży rozrywkowej. Wielkie błogosławieństwo i radość w czystej postaci. Nawet czas pandemii koronawirusa nie był czasem „ubogim”. Działo się w nim i tak dużo.
Przyszedł zatem czas w 2023 roku, kiedy zostawiłem etat i poszedłem na maksa za tym, co najbardziej w sercu mi gra, jeśli chodzi o pracę marzeń. I mogłoby się wydawać, że to nieodpowiedzialny ruch, ale z dzisiejszej perspektywy, widzę jak to była dobra decyzja. Poszerzyłem swoją działalność o pracę z dziećmi, stając się animatorem, rozwinąłem przestrzeń imprez firmowych i naturalnie mogłem zainwestować więcej czasu w doskonaleniu się jako wodzirej, by te wesela czy inne imprezy były prowadzone na jeszcze wyższym poziomie. „Wspaniała była to przygoda – nie zapomnę jej nigdy”. Dziś mogę cieszyć się swoją pracą marzeń. Pracować z ludźmi, których kocham. Towarzyszyć im w tak wyjątkowym dla nich dniu i cieszyć się obdarowanym zaufaniem jako „dawca brzmienia”, który sprawia, że właśnie ten dzień, powierzony w moje ręce, mogę pomóc uczynić jeszcze piękniejszym.
